Dwie kreski na teście ciążowym i co dalej?

by - środa, listopada 09, 2016



W sumie mogłabym napisać, że matką zaczęłam być od momentu pojawienia się dwóch krasek na teście ciążowym, ale dobrze wiemy, że mamą zostaje się dopiero po porodzie, po drodze do tego szczęśliwego dnia może wydarzyć się wszystko, albo nic.
4 lata czekałam na to, aż test wyjdzie pozytywny, stało się to w momencie kiedy zmieniłam mieszkanie i odpuściłam sobie to parcie na bycie matką. Powszechnie twierdzą, że dużo leży w naszej psychice i tu muszę przyznać rację, ponieważ dopóki zbyt mocno chciałam, testy wychodziły negatywne.
Gdy już pojawiły się dwie kreski, czerwone i mocne, poczułam strach, panikę nie wiedząc dlaczego, przecież tak bardzo chciałam mieć dziecko. Emocje opadły po chwili, bo musiałam przekazać nowinę potencjalnemu tatusiowi i tu już nie było kolorowo. Jego reakcja mnie dobiła, nie było skoków do sufitu, nie było ochów i achów, za to był szok, zdenerwowanie i zwątpienie, oraz tekst „nie jestem na to gotowy, nie chce jeszcze teraz dziecka”.
Zamiast płakać z radości, płakałam ze smutku, ale nigdy nie pomyślałam, by moje dziecko miało się nie narodzić, bo facet się wystraszył, co to to nie! Zmienił zdanie, gdy jego emocje opadły, poszliśmy na spacer do lasu, pogadaliśmy jak to teraz będzie i zamiast smutku pojawiła się radość i euforia. Ciąża miedzy nami zmieniła wiele i postawiła mojego faceta na ziemi, zamiast ciągłych kłótni o bzdury jak bywało do tego czasu, zagościła harmonia w naszym związku, choć jeszcze wiele kłótni było przed nami i będzie.
Miesiące mijały, ja rosłam razem z synem aż pewnego dnia na wizycie kontrolnej usłyszałam, że moja szyjka się skraca i muszę leżeć, tylko leżeć, wolno mi było tylko kupkę lub siusiu. Rozbeczałam się dziecko, bo groził nam poród przed czasem, bardzo wczesny bo był to dopiero 26 tc. Trzy tygodnie później było jeszcze gorzej bo miewałam skurcze, a mój synowaty napierał na moja Panią szyjkowską zbyt mocno, co powodowało dalsze jej skracanie. Nic innego jak przywitałam szpital, dostaliśmy sterydy na rozwój płuc i kazano mi leżeć w dalszym ciągu plackiem. Po tygodniu nas wypuścili – zalecenia te same, wizyty już co dwa tygodnie.
Dobiliśmy do końca ciąży, z takim skutkiem, że miałam już ustalony termin zjawienia się na poród, gdyby młody nie zechciał sam wyjść, dostałam także termin na kontrolne ktg dwa dni po wypadającym terminie z OM. Mój lekarz albo był jasnowidzem, albo miał szczęście, gdy podpiął mnie pod ktg, okazało się, że rodzę a ja nie czułam nic prócz silnych napięć brzucha czyli skurczy w pierwszej fazie.
Dzisiaj to by było na tyle, jak jesteś ciekawa przebiegu porodu i jak wszystko finalnie się skończyło to rozumiem, że widzimy się jutro?


Polecane posty

13 komentarze

  1. U mnie była zabawna sytuacja. :) w styczniu tego roku po przebudzeniu poszłam do łazienki zrobić test, z natury jestem niecierpliwą osobą :P i spojrzałam na test i mówie .. no nie! nie ma nic i trzasnęłam drzwiami :P wróciłam do sypialni do męża sie położyć. Mąż wstał mówiąc jak to nic nie ma? poszedł do łazienki aby sprawdzić test i zobaczył dwie kreski hi hi ... Mówi kochanie są dwie kreski! Tak więc z moim przypadku to mąż poinformował mnie o naszej ciąży :P a nie na odwrót. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie zabawna, choć ja wiele razy sprawdzałam po czasie czy może jednak one tam są ;)

      Usuń
  2. I dobrze, czasami trzeba poczekać aż emocje opadną. Gratuluję tego, że się dogadaliście!

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie co chwilę kładli na oddział patologii ciąży, bo nie wiedzieli jak dorosła w ciele 8latki podoła takiego wyzwaniu. Mam 133cm wzrostu, po prostu się bali, że nie dam rady. Ale na szczęście donosiłam do końca, syn może nie urodził się wielkoludem, ale bardzo lubił udawać, że już się rodzi. Oczywiście tylko wtedy, gdy podłączali mi KTG. Tak go to musiało irytować (i mnie też!), że aż dostawałam skurczy i przybiegali lekarze z awanturą czemu ich nie wołam, że rodzę :D i tak kilkanaście razy za 3-4 pobyty w szpitalu w różnych miesiącach hihihihhi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba musiałaś najeść się strachu za każdą raz, prawda?

      Usuń
  4. To jest paradoks - tak czekamy na tę dwie krechy, a potem i tak szok, kiedy je widzimy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeśli ta historia ma taki ekscytujący początek, to dalej może być tylko lepiej. Czekam na ciąg dalszy :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja tak samo jak Ty pragnęłam dziecka. Ale kiedy się dowiedziałam, że jestem w ciąży wyłam przez 2 tygodnie! Strach, poczucie utraty młodości i wiele innych negatywnych emocji mi towarzyszyło. To była masakra. Teraz, sama wiesz! Szczęście, które nie zamieniłaby na nic innego!

    OdpowiedzUsuń
  7. Dokładnie, dopoki się tylko pragnie, wydaje się nam to takie oczywiste, że jesteśmy przygotowane.

    OdpowiedzUsuń
  8. Też pamiętam ten moment - milion myśli na sekundę, kołowrót emocji i poczucie zatrzymania się czasu. Dwie małe, czerwone kreseczki potrafią tak diametralnie obrócić myślenie o 180 st. Dla mnie to do tej pory jest niezrozumiałe - jestem mamą już 5 lat i ciągle się zastanawiam, jak bardzo człowiek może się zmienić pod wpływem jednego momentu. Przez głowę przelatuje tyle scenariuszy, nie wszystkie są kolorowe. A potem kolejnego dnia sie budzisz i... zaczynasz się zastanawiać - to sen? Pierwsze usg i już wiesz. Masz swoje, jedyne, wymarzone - od tego momentu zaczyna się prawdziwa plątanina myśli, która towarzyszy już przez cały czas.
    Ale pomimo tych wszystkich przepłakanych nocy, chęci sprzedania na ebayu swojego dziecka przeciętnie trzy razy dziennie - nie zamieniłabym bycia mamą na czas sprzed ciąży. A Ty? Pozdrawiam serdecznie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chętnie raz dziennie, mam ochotę wystawić ich za drzwi, ale życie bez nich byłoby strasznie puste i smutne ;)

      Usuń

Jeżeli podobał Ci się wpis, poprawiłam Ci humor powiedz mi o tym i udostępnij go świat!