Jak walczyć o zdrowie swojego dziecka. Walka o przyjazd karetki.

by - sobota, grudnia 10, 2016


Miał być bombowy wpis, ale jak zawsze życie weryfikuje moje plany. Miałam pisać o tym jaką, jestem chujową matką swoich dzieci. Nie napisze o tym na razie, bo obecnie siedzę w szpitalu z synem, dlaczego?  Już Ci opowiadam.

Cała ta masakra zaczęła, się ode mnie. W godzinach nocnych, z czwartku na piątek, potwornie bolał mnie brzuch. Gdy w końcu udało mi się, zrobić co trzeba, poszło to tak, że lało się ze mnie górą i dołem! Jelitówka! Ta paskudna suka dopadła mnie, pierwszy raz w życiu. Myślałam, że zdechne nad tym zlewem. I na to wszystko budzi się Masza. Z ogromnym bólem brzucha, wytargałam ją z łóżeczka i poleciałam dalej na kibel, a ona za mną. Dobrze, że jest tak mała, bo nie będzie pamiętać tego co się ze mną działo.

Nie mal cały dzień, spałam i leżałam. Nie miałam siły się ruszyć. Wszystko zmieniło się, gdy syn zaczął wymiotować. Ledwo trzymałam się na nogach, ale musiałam działać. Gdy przez dwie godziny wymiotował, nie mal co 5 minut. Wezwałam karetkę, bo nie było co czekać. Za każdym razem gdy napił się wody lub elektrolitów, wymiotował. Nie było go jak nawodnić. Ale zanim karetka została wysłana, musiałam się prosić, aby przyjechała. Kazali mi przyjechać tramwajem. Skłamałam, że nie mamy auta. Wszystko po to, aby przyjechali i moje dziecko szybko otrzymało pomoc. Bo jak wiesz, im dziecko mniejsze tym szybciej się odwadnia. W takiej sytuacji nie ma na co czekać. Gdy karetka przyjechała, widziałam, że myślą sobie iż nie było potrzeby przyjeżdżać. Junior jak na swój stan wyglądał dobrze. Ale gdy zajechał do szpitala, na badaniu usg brzuszka, po wątrobie było widać już lekkie odwodnienie. 30 minut, a mój syn zaczął się odwadniać.

Nie mogłam z nim jechać. Nie mogłam, bo nie byłam wstanie, a poza tym lekarka w szpitalu nie pozwoliła mi. W dokumentacji syna odnotowali, że ja matka jestem chora i mam zakaz z nim kontaktu. Junior został przewieziony do innego szpitala, na oddział zakaźny. Dzielnie był z nim cały czas tata. Który miał okazję zobaczyć, jak dziecko cierpi, co musi przejść. Zawsze przy synu byłam ja. Nie mogło być inaczej i tym razem. Dziecka cierpienie, dało mi takiego kopa, że postawiłam się na nogi. Pomimo zmęczenia, głodu i ciężkiej głowy, jestem przy nim teraz. Mąż odpoczywa w domu, zbiera siły na noc.

Jestem dumna ze swojego syna. Lekarze i pielęgniarki chwalą go, że jest dzielny i grzeczny. Cieszę się, że w porę zadzwoniłam i dzisiaj Junior czuje się lepiej.
Mieliśmy iść właśnie dzisiaj, na chrzciny do rodziny. Czasem los decyduje za nas, a czasem ułatwia nam wyjście z pewnych sytuacji.

Mała rada ode mnie - gdy Twoje dziecko wymiotuje często, nawet po tym jak napije się wody, a nóż ma do tego jeszcze rozwolnienie nie czekaj, bierz dziecko do szpitala i walcz o pomoc. W takich sytuacjach liczy się każda minuta!





Polecane posty

0 komentarze

Jeżeli podobał Ci się wpis, poprawiłam Ci humor powiedz mi o tym i udostępnij go świat!