Mąż i ojciec jest ważny. Nie bądź samolubna Mamo!

by - środa, stycznia 04, 2017

Mąż i ojciec jest też ważny. Nie bądź samolubna mamo!



Na wielu blogach znajdziesz wpisy o tym, jak faceci nas matek nie doceniają. Narzekają, że nic nie robimy. Wydaje się im, że wychowanie dzieci to łatwa sprawa. Ale zastanowiłaś się Ty nad tym co czuje, taki mąż czyli ojciec Twojego dziecka? Na pewno spotkam się z hejtem, ale będę bronić pewną część tatusiów.

Nie bądź samolubna


Jestem matką dwójki dzieci, między nimi jest 20 miesięcy różnicy. Dni bywają na prawdę ciężkie. Nie mam czasu i to dość często, aby ugotować obiad. Przywitać męża z uśmiechem na twarzy. Często od progu słyszał, jak wyzywam dzieci. Jak w biegu rzucam, że mam dość. Moje zachowanie, udzielało się jemu, mojemu mężowi. To podkręcało negatywną atmosferę w domu. Nigdy nie postawiłam się na jego miejscu. Nie pomyślałam o tym, czego ja bym chciała po powrocie do domu. Jak chciałabym  być przywitana, przez swojego męża i dzieci. Gdy kończymy pracę , zazwyczaj lecimy do domu jak na szpilkach. Z myślą co dziś ugotuje, lub co będzie na obiad. Co robiły dzisiaj dzieci. A tu od progu zamiast uśmiechniętej żony, wita go wściekła zołza. Tak kochana, postrzegają nas nasi Panowie - Wiecznie nie zadowolona. Ty o nim mówisz tak samo, my o nich narzekamy w taki sam sposób jak oni o nas.

Niech się przekona


Wiesz, że zazwyczaj dopóki facet nie odczuje na własnej skórze, czym jest opieka nad dziećmi. Nie zrozumie twojej frustracji i złości. Wymagań jakie mu stawiasz. Odbiera to jako atak. Myśli, że jak pracuje, to należy mu się odpoczynek, ciepły obiad i uśmiechnięta żona. Ma rację, oczywiście ten, który wykonuje pracę fizyczną. Panowie za biurkiem, wybaczcie, ale papierkowa robota fizycznie nie męczy. Tak jak nas męczy ogarnianie dzieci, mieszkania i robienie zakupów, tak samo praca męczy męża. Tym bardziej jeżeli pracuje on na dworze. Tak jak mój. W okresie zimowym, nie ma możliwości zjedzenia nawet ciepłego posiłku. Niekiedy nie ma się gdzie ogrzać, jak tylko w samochodzie roboczym. Przez długi czas niby to rozumiałam, ale narzekałam, że jest w  domu a przy dzieciach mi nie pomoże. Że wszystko spoczywa na moich barkach. 
Mu wydawało się, że opieka nad dziećmi i domem, to nic wielkiego. Siedzę w ciepłym mieszkaniu, lodówkę mam pod nosem. Dziwił się kiedy mówiłam, że pierwszy posiłek zjadłam dopiero o godzinie 14. Pytając co ja takiego robiłam, że nie miałam czasu zjeść. Moje tłumaczenia były dla niego niczym jak tylko wymówką. Do czasu, kiedy zaczął zostawać z nimi sam, choćby na chwilę. Gdy byłam zajęta i zajmował się dzieciakami, aby mi nie przeszkadzały. Pamiętam jak wyszedł z pokoju z córką na rękach z synem za rękę, wołając POMOCY, bo oboje wyli jak syrena. Było kilka zdarzeń, które dały mu w kość. Odpuścił z obiadem, gdy wiem, że babcia mi pomoże i zajmie się wnukami. Zrobię obiad. Gdy jestem sama z myszami, nie zawsze mi się to udaję. Chyba, że mąż wraca o 15 do domu, to wtedy łączymy siły i działamy. Do dzisiaj coś tam pod nosem syczy, bo kto z nas tego nie robi?
Suma sumarum - postaw go na swoim miejscu, a Ty spróbuj postawić się na jego. 

Pielęgnujcie wzajemne relacje


Na pewno słyszałaś o tych historiach, gdzie po narodzinach dziecka, związki zaczęły się psuć lub rozpadać. 80% związków nie wytrzymuje napięcia, które narasta między świeżo upieczonymi rodzicami. Mówi się, że to czas na przekonanie się czy związek jest budowany na silnym fundamencie. Nie każdy jest wstanie zrozumieć, kobietę po porodzie która sama siebie nie rozumie. Pamiętam jak syn miał kilka dni, a ja ryczałam, że nawet nie umiem przygotować wody o odpowiedniej temperaturze, by przygotować mleko. Wtedy mój mąż przytulił mnie, mówiąc, że to nie powód do płaczu i wcale nie jest tak źle jak mi się wydaje. Dzisiaj czasami słyszę, że jest ze mnie dumny, za to jaką jestem matką. Bo zanim zaszłam w ciąże pierwszą, twierdził, że nie widzi mnie w roli mamy. Dlatego, trzeba też dbać o tych naszych tatusiowych. Jesteśmy nie tylko matkami, ale nadal żonami i kobietami. 

Okaż mu trochę ciepła


Pomimo, że marzy im się, iż wieczorem wskoczymy w strój policjantki z tyłkiem na wierzchu, kochając się dziko z nimi przez pół nocy. Trzeb okazać i dać im trochę kobiecego ciepła, wsparcia. Oni też są takimi naszymi dziećmi. Lubią być chwaleni. Więc witajmy ich po powrocie z uśmiechem na twarzy, zapytajmy jak minął dzień, opowiadając również o swoim. Od progu nie zasypujmy ich stertą spraw. Niech wezmą ciepłą kąpiel. Faceci to takie istoty, że jak baba na niego hyca, to on trzyma się z boku, nie chcąc wkurzać jej bardziej. Gdy go nie angażujesz, także trzyma się z boku. Panowie mają to do siebie, że trzeba im wytyczyć zadania. Jasno muszą wiedzieć co mają zrobić. Oni się tego nie domyślą, choć czasem zaskoczą. Oni nie potrafią nas zrozumieć, bo jesteśmy zbyt skomplikowane, to chociaż my próbujmy zrozumieć ich. Przecież oni są tacy przewidywalni. 



Polecane posty

29 komentarze

  1. Zawsze staram się myśleć o tym, jak druga strona odbiera tę samą sytuację. Tak jest prościej. A z mężczyznami trzeba rzeczywiście prosto z mostu, bo inaczej naprawdę się nie domyślą. Mój partner do pewnego czasu naprawdę nie widział żadnej trudnosci w tym bym kąpała się z córką w leżaku obok czy gotowała tak obiad. Teraz wie że córka jest dużo bardziej żywiołowa, więc o ile obiad udaje mi ię z nia ugotować o tyle zmywanie juz partner przejmuje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój do dzisiaj czasem udaje, że nie widzi :p Ale dużo marudze sobie pod nosem by słyszał. Wtedy rusza dupsko. :)

      Usuń
  2. W pełnieniu roli żony i matki bardzo pomagają mi kiedyś usłyszane słowa, że dzieci mamy tylko na "przechowanie". Są z nami 18, 20 lat, a potem wypuszczamy je w świat. Dlatego dbam o mojego męża, bo on będzie ze mną końca. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Ja skolei słyszałam, że dzieci wychowujemy dla kogoś.

      Usuń
    2. To bardzo mądre, co napisałaś.
      Ja także słyszałam, że dzieci wychowujemy dla kogoś: żon, mężów, przyjaciół.
      O partnera trzeba dbać i o partnerkę też. Prawda jest taka, że związek sam się pielęgnował nie będzie.

      Usuń
  3. Zgadzam się z tym co napisałaś i ja staram się to wszystko wypośrodkować. Mąż po urodzeniu dziecka tym bardziej był mi bliski i pomocny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas również po porodzie pierwszego był mi bliski, ale potem już trochę się psuło. W każdym razie dzisiaj jest fajnie.

      Usuń
  4. U nas jest partnerstwo :) Mąż przepada za córką i doskonale umie się nią zająć od dnia jej urodzenia :) Spokojnie moge ich samych zostawić i wyjść z domu :) A córka to prawdziwa "córeczka tatusia" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę. Mąż zajmie się synem,bez problemu. Zajmie się córką, ale ona strasznie jest mamusiowa ;)

      Usuń
  5. Żadna strona nie ma lekko. Choć nie ukrywam, że na mnie praca podziałała zbawiennie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bywa ciężko, każdy ma też inne zdanie na temat wychowania i trzeba jakie kompromis w tej kwestii znaleźć. Wiem, że powinnam bardziej angażować męża. I tak będzie ;)
    Dzięki za ten tekst :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę :) ja też jakiś czas, nie angażowałam męża. Wyzywałam, że mi nie pomaga. Wtedy on powiedział mi, że mam powiedzieć mu co ma robić to zrobi. I tak nauczyłam się go angażować.

      Usuń
  7. Fajny wpis z ogromnym dystansem, poruszający tę część relacji o której mówi się mało. Zgadzam się w zupełności.

    OdpowiedzUsuń
  8. Kurcze no jakbym czytała o sobie, mąż wraca z pracy, często obiadu jeszcze nie ma, a ja wkurzona i zmęczona naskakuję na niego,żeby zajął się dziećmi. Często mam wyrzuty sumienia,że w domu jest kiepska atmosfera, krzyki nerwy, wychodzi moje zmęczenie. Wiem,że powinniśmy nad tym popracować i ostatnio staram się bardziej doceniać każdą chwilę, mniej się spinać, mniej wkurzać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieciom także się udziela. Gdy rodzice spokojni, dzieci także. Od razu jest fajniej.

      Usuń
  9. My jesteśmyw typowym partnerskim związku więc podział obowiązków jest bardzo niestandardowy:) Na szczęście to mój mąż zazwyczaj gotuje:) Ponieważ to ja więcej czasu spędzam w domu jednocześnie wykonuję więcej oprac domowych ale kiedy on jest w domu robi dokładnie tak samo:) Więc frustracje odsuwamy na bok i cieszymy się chwilami spędzonymi wspólnie:)
    Ps. Posprzątać zawsze można jutro:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tak trzymać! Gdy rodzice są zgodni, dzieci są grzeczniejsze ;) sprzątam gdy już nie idzie inaczej :p

      Usuń
  10. Ja dzieci wychowuję sama, bo tatusiowie (tak, tatusiowie) postanowili się zawinąć. Być może z powodu tego, że ja byłam zołzą. A byłam. Niestety żaden jednak nigdy nie został w domu sam z dziećmi i nie wie, co to tak na prawdę opieka nad dziećmi. Młoda byłam i głupia - trzeba było jednego i drugiego zagonić do opieki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety tacy też nie zdarzają i to nawet często. Czasem lepiej jest być samej, niż być nieszcześliwą. Przytulam i pozdrawiam :)

      Usuń
  11. Wszystko polega na współpracy i zrozumienia swoich wzajemnych problemów. Zgadzam się z Tobą w 100%

    OdpowiedzUsuń
  12. Jakiś czas temu rowniez napisalam tekst w podobny duchu- dotykał tego samego tematu, żeby nie powiedzieć problemu. Nazwałam nas matkami frustratkami 😉. W partnerstwie a pózniej w rodzicielstwie najważniejszy jest szacunek- do tego co robimy, do swoich uczuć, do potrzeb. Nie jesteśmy w stanie skategoryzować czyja praca jest bardziej męczàca i kto się bardziej poświęca, zawsze trawa u są siedzą wydaje się być bardziej zielona 😉. I koniec końców jakie to ma znaczenie? Przexież wszystko to robimy dla dzieciaków, dla wspólnego miejsca - dla nas- jako rodziny. Zmiana perspektywy wydaje się być zbawienna w sytuacji konfliktu, wówczas rzeczywiście Panowie przeglądają na oczy😂. Nagle uwielbiają swoją pracę, a to że nie ma obiadu przestaje mieć znaczenie 😝- na nasze markotny miny nie nasadzają się jak zawodnicy sumo, tylko z troską i współczuciem pytają jak minął dzień i czy mogą w czymś pomóc. Tak prosty zabieg- zamiana miejsc, a zmienia niemal wszystko - w głowie faceta oczywiście 😉. Nikt się o nas nie zatroszczy, jezeli same tego nie zrobimy 😉.
    Pozdrawiam serdecznie - odnova

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo dobry tekst. Idealny,celny. Zgadzam sie w stu procentach :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo prawdziwy wpis;) szkoda, że tak rzadko próbujemy postawić się w czyjejś sytuacji i nie potrafimy pójść na kompromis...Ale uważam, że wystarczy odrobina chęci żeby każdy dzień był naprawdę cudowny. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  15. Coraz lepiej się czyta, wyrabiasz się :)

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli podobał Ci się wpis, poprawiłam Ci humor powiedz mi o tym i udostępnij go świat!