Jak wychowuje się dwójkę dzieci - zazdrość o młodsze rodzeństwo.

by - piątek, marca 10, 2017



Wybacz moją nieobecność. Wybacz moje milczenie. Wybacz, że jestem duchem gdzie indziej, że mnie tu nie ma. Ale dostaje pewne małe kopniaki, które mówią do mnie - babo, pisz ten blog. Są osoby, które lubią czytać Ciebie, Ciebie które porusza tematy tabu, wkłada serce w to co robi, choć czasem zdarzy Ci się być gdzieś w innej teraźniejszości. Ty i te twoje bujanie w obłokach. Zejdź na ziemię, choć na chwilę, daj im coś od siebie...


***

I tak dzisiaj chce uchylić Wam trochę mojej codzienności. Codzienności w byciu mamą dwójki. Dwójki, która jest tak różna i tak nie wiele jest między nimi różnicy. Ich wychowanie daje mi takiego  kopa w dupe, że nie raz mam dość. Nie raz chce wyjść by uwolnić się od tego płaczu, marudzenia, bójek. Nie raz nerwy mi puszczają.

Zdaje sobie sprawę, że nie jestem jedyna. Nie użalam się nad sobą, choć dobrze mi robi, gdy sobie marudzę pod nosem. Jestem typem, który musi wyrzucić z siebie emocje. I choć bym chciała zatrzymać je dla siebie nie potrafię. Czasem też płacze, z bezsilności. To takie naturalne i nie widzę w tym nic złego. Każdy musi rozładować napięcie, szczególnie taka matka jak ja, która wzrusza się byle czym (to przenośna).

Zazdrość 


Gdy na świecie jest tylko jedno dziecko, rodzice poświęcają mu całą swoją uwagę. Wiadomo, że im dzieci więcej tym każde z nich musi dzielić się rodzicem częściej jak nie więcej. Wtedy poznają uczucie zazdrości i rywalizacji. Pomimo, że siebie kochają wzajemnie, nie zdają sobie z tego sprawy. I czasem odnoszę wrażenie, że ten stan nigdy się nie zmieni. Pamiętam, jak wróciłam z Mają do domu ze szpitala. Junior był nią tak zachwycony i oczarowany, że nie zauważył iż jego mamusia po dziewięciu dniach wróciła do domu, do niego. Wtedy usiadłam na fotelu i płakałam. Płakałam, że Junior mnie zapomniał. Że nie byłam już jego centrum zainteresowania. Ale rolę się odwróciły, gdy widział, że to On nie jest już tylko moim centrum zainteresowania, ale także ta mała istota, którą przykrył swoim kocykiem, gdy ujrzał ją poraz pierwszy. Miał dwadzieścia miesięcy. Coś rozumiał, czegoś nie, ale uczucia wzięły górę. I od tamtego momentu było ciężko. Aż za ciężko.

***

Pierwszy wspólny rok moich dzieci, nie był jakoś tragicznie trudny, ale ciężki. Przez miesiące kiedy Majka wisiała na piersi, Junior dostawał nie raz szału. Nie mogłam zrobić czy pomóc mu w czymś od razu. Nie mogłam już być tylko na jego potrzeby. A on nie zawsze to rozumiał, a ja już tak. Choć dwoiłam się i troiłam, nie do końca mogłam być pewna, że zazdrość zeszła na drugi plan. I dzisiaj wiem, że zawsze będzie. Owszem Junior jest w okresie buntu. Buntu, którym wybaczcie, żygam. Czasem ciężko mi go zrozumieć, on sam siebie nie rozumie, ale wiem, że główny powód pewnych zachowań jest wynikiem zazdrości  i złości. Proszę mi tu nie mówić, że dziecko trzyletnie nie robi niczego po złości, bo codziennie mam na to dowód.

***

Majka jest inna. Jest wrażliwa, spokojniejsza i ma tak miękkie serducho  jak jej mama. Pomimo, że Junior jej coś zrobi, dostanie za to reprymende, ona biegnie do niego by go przytulić, rozweselić. A on ją odpycha. Dba o niego częściej niż on o nią. Wiem, to dziewczynka, to zapisane w jej genach. Jednak trudno wychowywać jest dwoje dzieci tak różnych od siebie. Junior to buntownik, Majka też walczy o swoje, ale umie odpuścić. Junior już nie. Musi być tak jak on chce. I to jest trudne. Trudno mu pojąć, że takie zachowanie nie odnosi skutków na które on liczy. Nie pomaga nic, czasem ujażmie go przytulaniem, ale nie na długo. Ma trudny charakter. I proszę, nie mówcie, że to nasza wina, że to od nas zależy. Nie przeskoczymy genów, cech charakteru czy tego zasranego buntu dodając zazdrość. Musimy czekać, aż ten okres minie i choć jest ciężko wiem, że będzie jeszcze trudniej i ciężej. Liczę tylko na to, że Maja nie będzie w takim stopniu przechodzić buntu, ale czasem mam wrażenie, że będzie gorzej. Ma też swój wojowniczy charakter. I wiem, że mój syn nie jest aż tak zły. Że są dzieci, które dają bardziej popalić rodzicom. Ale wiem, również to, że w takich okresach buntu, nie można się poddać, trzeba stać twardo na ziemi i pokazać dziecku, że nie może ono nami rządzić. Że nie ma ostatniego zdania. I dlatego właśnie moje macierzyństwo jest trudne. Każdego dnia walczę z dziećmi o to, by wiedziały, że mają prawo do własnego zdania i własnej woli, ale nie mogą mi wejść na głowę i zdominować.

***

Maja poniekąd uznaje mnie za swoją własność. W tej kwestii gra nie fair wobec Juniora. Gdy tylko widzi, że tuli się do mnie, siedzi na kolanach, marudzi z dezaprobatą i leci do nas, bo ona także musi być u mamusi, braciszek musi wiedzieć, że mama jest także jej, w większości jej. Majka różni się tym, od Dawida, że często przychodzi i się tuli. Chcę być ze mną wszędzie. Próbuję ustawiać Juniora i nie pozwala nam na chwilę samotnych tulisiów. Jest zazdrosna i dobitnie to okazuje. Ale inaczej niż Junior. Są jak ogień i woda. Gdzie ogniem jest Junior, a Majka wodą. Każdego dnia uczę się ich, uczę być matką i kobietą. Coś co jeszcze nie dawno wydawało mi się nie możliwe, dzisiaj jest już zrealizowane i uczę się godzić jedno z drugim. Każdy dzień jest dla mnie nauką. Nauką życia.

***

Kocham patrzeć na to jak wspólnie się bawią, gonią i wygłupiają. Wtedy wiem, że każdy trudny dzień z nimi ma sens. Daje mi to siłę i motywację by dalej twardo stąpać po ścieżce, którą jest macierzyństwo.



Polecane posty

12 komentarze

  1. Nie mam co prawda doświadczenia z dwojgiem dzieci, ale pewnie dla żadnego nie jest to łatwe - starszy musi nauczyć się, że pojawia się ktoś równie ważny dla rodziców co on. Młodszy od początku nie ma rodziców na wyłączność. Chociaż ja mam starszego brata i u nas było tak, że wymagałam więcej uwagi, więcej pomocy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas to właśnie jest tak, że Junior potrzebuje więcej pomocy a Majka więcej uwagi. Choć jak sobie teraz myślę, to jednak chyba Junior nauczył się, że Maja jest mniejsza i więcej mnie potrzebuje, więc tak tej pomocy nie wymaga, ale uwagi owszem i właśnie o tą uwagę walczy swoim gniewem, krzykiem. Choć czasem lubi pobyć sam.

      Usuń
  2. znam to doskonale, bo sama kiedyś byłam zazdrosna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że każdy z nas był i do dzisiaj jest zazdrosny ;)

      Usuń
  3. To na prawdę trudny temat i często bolesny. Tak jak piszesz, geny czasem przeważają i nawet najwłaściwsze zachowanie się w takiej sytuacji nie jest w stanie jej polubownie załatwić. Mam nadzieję że z czasem jak dzieci podrosną zmieni się ich stosunek do siebie:). Trzymam kciuki.

    OdpowiedzUsuń
  4. Na razie mam tylko jedno dziecko, ale przez rok mieszkaliśmy z bratem męża i jego córeczką - dwa lata młodszą od synka. Początki były bardzo trudne - zazdrość, złość. Po jakimś czasie było już dużo łatwiej - chociaż nam sprawę utrudniały dwa zupełnie inne podejścia do wychowania dzieci ;) Życzę powodzenia i oby tych pięknych momentów miłości między dziećmi było jak najwięcej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas też jest łatwiej niż było, wiem, że syn potrzebuje czasu na to aby zrozumieć, czym jest zazdrość i nie czuć tego na każdym kroku. Dziękuję :)

      Usuń
  5. Mimo wszystko uważam że zazdrości da się prawie całkowicie uniknąć. Ale to ciężka praca.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja z zazdrością zmagam się od czterech miesięcy, raz jest lepiej, raz gorzej. Mały ma dopiero 4,5 miesiąca a już widzę inny temperament i charakterek.

    OdpowiedzUsuń
  7. My już mamy trójkę i ciężko czasem znaleźć czas dla każdego , tym bardziej ze synek ma dopiero 1,5 roczku i potrzebuje najwięcej uwagi. Również uwielbiam patrzeć jak razem się bawią i jak najstarsza córka opiekuje się braciszkiem. Miód na serce !!

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli podobał Ci się wpis, poprawiłam Ci humor powiedz mi o tym i udostępnij go świat!